O autorze
wyrwane z kontekstu, (nie)logiczne, podejrzane z szóstej gwiazdy od lewej. tylko dla mających czas.

trzy matki, czyli trzy teorie o tym, jak nie zepsuć dzidziusia.

matka jest tylko jedna. no chyba, że sama się nią stajesz, a obok masz własną, to już są dwie. jeżeli jeszcze przy twojej rodzicielce pojawia się szanowna seniorka rodu, to masz szczęście… masz szczęście, jeśli możesz wycofać się niepostrzeżenie, spakować kufry, zatrzeć ślady i uciec.

dziecko cierpliwe jest i wyrozumiałe. miękkie i małe, ale przy niezdarnych ruchach zielonej matki, trzyma się dzielnie, jakby było ze stali. dziecku za to wielkie dzięki, karmienie na żądanie i suchą pieluchę. znajomość może i krótka, macierzyństwo bez dobrego cv, ale jest porozumienie, sympatia i zacieśnia się więź. jest jeszcze coś znacznie większego i (nie)zwykłego, ale o tym nie teraz. tyle małe z matką. spokojnie, bez rwania włosów z głów.

puk puk, stuk, stuk. na scenę wchodzi matka druga. puk, puk, stuk, stuk. do drzwi puka delikatnie, niosąc zapewne dobre słowo i zachwyt nad tą jeszcze nieopierzoną. puk, puk, stuk, stuk, a co to? nikogo tu nie ma za drzwiami. puk, puk, stuk, stuk, niemądra matko początkująca, złota rada nie puka do drzwi, tylko bębni palcami o blacik nerwowo. dudni modlitwę o przetrwanie dzidziusia w twojej, zagrażającej mu obecności. i gdy usłyszysz sekundę ciszy, to nie na znak relaksu, w tej oto właśnie chwili pozornej błogości, werbalizuje się , utkana dobrą wiarą, fala krytyki, bycie na przekór i układanie dzidziusia na odwrót. cytatów nie trzeba, co dom to język własny.

to wszystko nic, do teraz.

teraz weszła seniorka, matka trzecia, doświadczenie wagi ciężkiej i takowa też argumentacja. ona nie stuka, ona nie puka, na ciszę też czasu cennego nie marnuje. ona cierpi. serce ją boli, bo jej się kraje, patrzeć nie może, ani oczu zamknąć. spać po nocach nie będzie po tym, co tu zobaczyła, a może raczej przez to, czego nie widzi tu na pewno.

a czego nie widzi?

stojącego powietrza, bo okno przy dziecku otwarte, a to przecież lato i wiadomo, zefirek, wicherek, zawieje, małe piąstki i stópki odmrozi. czapeczki na główce małego też nie widzi, więc zapalenie ucha gotowe, bo w murach gorzej niż na zewnątrz. z zimna to mu włoski wypadną, włosków zresztą też nie widzi i to przynajmniej już wiadomo dlaczego. becika, pierzynki, kocyka, batystowej koszulki, pieluszki przy buźce, śpioszków, pieca, co by go wsadzić na jedną choćby zdrowaśkę, zdrowaśki i bozi z piernika też nie widzi, ale o tym innym razem. matce trzeciej czas umierać, bo nie tak się dzieci chowa, a już zwłaszcza takie maluczkie i gdyby tylko miała siłę, to by pokazała, tej co to nic jeszcze o matkowaniu nie wie, ale siły jej starcza jedynie na wszystkiego wypowiedzenie. z dwojga złego, nie wiadomo, co gorsze.

co na to matka druga?

to zależy, co ta od dzidziusia, bo matka druga musi zawsze na odwrót. i jeszcze, co chyba zrozumiałe, nie może zgodzić się z tą trzecią. ciężkie i bezlitośnie szarpiące jej nerwy to zadanie, ale skoro matka, babka i prababka sobie poradziły, to i ona wytrwa.

a dzidziuś śpi.

co tak śpi? bo głodny! przegrzany, albo zmarznięty. o, budzi się. bo głodny! przegrzany, albo zmarznięty. albo przejedzony to i spać nie może. i znowu na rękach, tak nie można, rozpieszczanie w biały dzień. a teraz, jak marudzi, to teraz matka go nie ponosi? to wrażliwe dziecko, potrzebuje bliskości. i nie tak się trzyma, bo tylko w jedną stronę główkę przekręca i od tego to będzie zez, krótka twarz i jeszcze pójdzie mu w pięty płaskostopiem. i niech im ta nowa nie mówi, co lekarz powiedział, bo one medycynę chałupniczo przerabiały i wiedzą. wiedzą, że mają rację i to nie dlatego nawet, że stoi za nimi czarno na białym litera ale dlatego, że one tak mówią.

a w ogóle to do cholery z tą matką! dzidziusia powiła chyba tylko po to, żeby te dwie wykończyć. ale przyjdzie i na nią pora, kiedyś będzie drugą, a jak los da to i trzecią i wtedy za wszystko zapłaci.
Trwa ładowanie komentarzy...