O autorze
wyrwane z kontekstu, (nie)logiczne, podejrzane z szóstej gwiazdy od lewej. tylko dla mających czas.

biało – czerwona, czyli od królowej do zwykłej szmaty.

pierwsza dama ostatnich dni zaliczyła swoje pięć minut. happy endu nie będzie, tournée skończone. gdzieniegdzie wyprzedaje jeszcze swe wdzięki za pół ceny ale i to z marnym skutkiem. trudno wróżyć jej świetlaną przyszłość, wizja powrotu do lamusa wydaje się bardziej prawdopodobna.

jest kilka świątecznych rocznic, kiedy to mogłaby dumnie prężyć się na wietrze. ale trzeba by ją mieć, to raz, może przeprasować, to dwa, no i wywiesić dość sprytnie, nie wspominając o pilnowaniu, by nie spadła. za dużo zachodu. na zachodzie mają w tej kwestii łatwość wrodzoną i dlatego niektórym flagom się powodzi. nasza sroce spod ogona nie wypadła, ale niejeden polak mały na oczy by jej pewnie nie zobaczył, gdyby nie cud ostatnich dni. biało- czerwona była wszędzie. szczelnie wypełniała osiedla, powiewała na samochodach, opinała krajowe piersi, dosłownie wlazła ludziom na głowy. szaleństwu uległy nawet produkty o korzeniach z daleka, a jedynie i aż rozlewane, pakowane i co tam jeszcze trzeba na ziemiach z końcówką .pl.
doskonałość podobno nie istnieje i może dlatego biało-czerwoną też nieco podrasowano. fajny sloganik, piłeczka, graficzka, wszystko dla kotka, misiaczka, chorągiewki, flagusi, która wersję ma jeszcze z orzełkiem, ale to w końcu mało. są takie co błyszczą się gwiazdkami w ilości niepoliczalnej, to czemu tej naszej, not enough funky, czegoś nie dołożyć. piękności, niuni, żabce kochanej, maskotce rodaków o patriotycznych spazmach. niech ma. niech mają, my miejmy wszyscy, bo lubimy mieć więcej niż mniej. a skoro tak, to całe szczęście dzierżymy też taką, ze szwem wzmocnionym, bo rozmiarów jest niebagatelnych. cholera wie, co się z nią teraz stanie, ale w sobotę to był jej wieczór i mimo, że ludzie zapomną, to ona pamiętać to będzie do końca, bo taki bal się już nie powtórzy.
pan z siódmego piętra swoją biało-czerwoną, rozmiar m, kochał i dopieszczał przez osiem dni. głaskał, wygładzał, na pewno w miłosnym uniesieniu zdarzały się gesty bardziej intymne. do czasu. dokładnie do sobotniej nocy, kiedy to w szale, brutalnym ruchem zerwał i spuścił z balkonu. nawet się za nią nie wychylił. świadkowie zdarzenia widzieli, że obcy ludzie wdeptali ją w ziemię, dobili. tak kończą kochanki fanatyków.
Trwa ładowanie komentarzy...