z prywatnej strefy kibica

halo, halo tu warszawa, stadionowa strona wisły, czy mnie słychać? miasto nadal istnieje, nie odcięli nam tlenu, nie zgasili słońca, w kranach woda ciepła i zimna, jak zwykle zdatna do picia dopiero po przegotowaniu. w gniazdkach prąd, w rurach gaz, można chyba powoli wierzyć, że euro to zjawisko nieszkodliwie wtórne, nie żaden koniec dotychczasowego świata.

od kilku dni emocje sięgają zenitu. już sami nie wiemy, czego się chwytać, żeby nie zwariować. każda metoda tak samo dobra, jak zawodna po chwili. otwieranie autostrady w niemal nocnym kinie. pan idiota, w mrożącym krew w żyłach zwisie nad wyżej wspomnianą, z supermena godnym zacięciem, odklejał taśmę z tablicy, żeby było jak trzeba. chleb z solą, nasz polski od zawsze, przez nas nagle kompletnie niezrozumiany, wyszydzony w kącie psuje się i wstydzi. panie na dworcach płynnie mówią po angielsku, oczywiście tylko słowo pociąg. w strefie kibica, jak nadaje tvn 24, kolejki do toalet ładnie stoją. w tesco na wszystko, co w bieli i czerwieni odpowiednie promocje. kibice jasnego mocnego, po nocach mordy już piłują ochoczo na próbę. kobiety, zgodnie z relacjami pism różnych, gotowe do zrywu ze smyczy. przez lata czekały, aż cała nacja męska straci głowy i będzie można na shopping, na ploty, kawusię, do kina, planów jest cała lista i trzeba się streszczać, bo euro kiedyś się skończy i znowu żadna nie zobaczy światła dziennego, salonu fryzjerskiego i koleżanki. nie od dziś wiadomo, że facet bez gały to tyran i kat. feministki wszystko już przeliczyły na żłobki, stołówki i machnęły ręką zagłuszone piosnką rodem z kurnika. i wreszcie nasza reprezentacja. młoda i podobno niczym darowany koń, wyczyściła już pewnie paznokcie i teraz je gryzie by nie zawieść. no to uda się, czy nie?
zostawiam państwa z tym pytaniem. moje dziecko, w wersji jeszcze kieszonkowej, właśnie domaga się uwagi. nie ma zielonego pojęcia, co to euro i że to już dziś.
Trwa ładowanie komentarzy...